JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Z pamiętnika podróżnika, czyli spotkanie z dziwnym autostopowiczem

11 154  
37   13  

#1.

Z Lwowa chciałem wyjechać wcześnie. Obudziłem się przed 6, szybko zebrałem i już o 6:57 zameldowałem się na parkingu strzeżonym, na którym na wszelki wypadek wstawiłem samochód kilka dni wcześniej. Okazało się, że nie wyjadę, bo...


...cieć na lewo wziął na noc 5 dodatkowych aut, które zaparkowały w przejeździe i przystawiły nie tylko mnie, ale też kilka innych pojazdów.
Na dodatek, roztaczając woń alkoholu z wieczora wczorajszego, wmawiał mi, że sam mówiłem, że będę wyjeżdżał po 10. Obsztorcowany, poczuł się w obowiązku i dzwonił do kolegi, ale nikt nie miał telefonu do tego, co bezpośrednio mnie przystawiał.
Zaoferował też, że jak przystawiający nie wyjedzie do 8.30, to odda mi pieniądze (łaskawca! Normalnie satysfakcja gwarantowana!).

#2.

O 8.30 części dodatkowych aut już nie było i jakoś na styk udało się wyjechać. Zanim jeszcze na dobre wyjechałem ze Lwowa, zgarnąłem autostopowicza: Manfreda, 50-letniego mieszkańca Dortmundu, który wracał do domu i jazda na Warszawę bardzo mu pasowała. Szybko okazało się, że mamy pewne wspólne zainteresowania. Manfred wracał z krótkiej podróży stopem po Rumunii i Ukrainie, w ogóle to był już w 65 krajach, w tym 5 razy autostopem w Indiach (przez Turcję, Iran, Pakistan), a poza tym ładnie pachniał, co u autostopowiczów nie takie częste, więc jechało się naprawdę przyjemnie.

#3.

Jechaliśmy przez małe przejście Hrusziw-Budomierz, zupełnie nie było kolejki i przekroczylibyśmy granice z poczwórną kontrolą (celna i paszportowa) w dosłownie 20 minut (rekord!), gdyby nie pewne ale. Otóż już przy ukraińskiej kontroli Manfred bardzo prosił, żeby nie wbijać mu pieczątki w paszport, a jak już wbijać, to chociaż na starą wizę ze Sri Lanki (!), bo i tak niepotrzebna. Ale nic z tego, ukraińska Straż Graniczna była bezkompromisowa i przypieczątkowała (a jest to normalna, malutka pieczątka, na 1 stronę wchodzi 8).
Zanim przeszliśmy do polskiego punktu, wyjaśnił o co chodzi: wprawdzie w Niemczech może mieć paszport typu Jumbo z większą liczbą stron, ale przez podróże i tak szybko mu się wypełnia, zwłaszcza że w Pakistanie traci się aż 2 strony - jedną na wizę i drugą na całostronicowe dobre rady dla podróżnych. A wymiana paszportu Jumbo to koszt aż 81 EUR, więc stara się odwlec ten moment i walczy o niepieczątkowanie.
Polskiej strażniczce granicznej sprytny i paszportooszczędny Manfred nie podawał paszportu, ale niemiecki dowód. Ona odmawiała, tłumacząc, że musi mieć paszport, bo to granica zewnętrzna UE. On mówił, że nie i że ma prawo wjazdu na dowód. Miła pani strażniczka wezwała kolegę, który również nakazywał pokazanie paszportu i groził grzywną. Próbując mediować, uzyskałem u strażników potwierdzenie, że nic mu nie wstemplują, ale muszą sprawdzić w systemie paszport. Manfred dla zasady próbował jednak udowodnić, że on ma prawo wjazdu na dowód. Stwierdził też, że niedawno w Rumunii też kazali mu okazać paszport, ale przyszedł kierownik zmiany i przyznał mu rację oraz kazał wpuścić na dowód. To jednak, zgodnie z przypuszczeniami, była słaba strategia, bo jak przyszedł polski kierownik zmiany, to wyglądał bardzo groźnie, zażądał paszportu i zagroził, że wytoczy Manfredowi sprawę sądową za utrudnianie kontroli granicznej. Ja dodałem, że chcę jechać dalej, a jak on chce walczyć o swoje prawa obywatelskie, to mogę wystawić jego rzeczy. Wtedy uparty Niemiec się poddał, okazał paszport i mogliśmy jechać dalej. A polskich pieczątek przy wjeździe do Polski i tak nie stawiają.

#4.

Następnie bardzo miło i przyjemnie przejechaliśmy przez Roztocze z przyległościami. Podróż umiliła nam degustacja specjałów polskiej kuchni w postaci parówek na Orlenie, o których kiedyś czytałem na jakimś opiniotwórczym portalu. I byłoby już nudno i przewidywalnie... Aż tu nagle w okolicach Lublina Manfred doszedł do wniosku, że niezbyt chce się przebijać przez Warszawę do wylotu na Berlin. Popatrzył więc na mapę i doszedł do wniosku, że pragnie jechać do tego swojego Berlina przez Radom, w związku z czym ustaliliśmy, że zostawię go na rondzie w Żyrzynie. W międzyczasie wyjaśniłem mu, czym jest Radom i zachęciłem, aby szedł na całość i zahaczył też o Sosnowiec.

#5.

Ale jeszcze zanim wysiadł, wyjawił mi wreszcie, czym się głównie w życiu zajmuje. Otóż jest chrześcijańskim misjonarzem, ale nie kapłanem, i nie przynależy do konkretnego wyznania, ale jeśli już musi się określić, to jest "independent baptist". Otrzymałem również raczej mało oryginalne kazanie umoralniające, wzbogacone o znacznie ciekawsze wątki na temat bardzo negatywnej roli masonów we współczesnym świecie (podobno jak już osiągnę sukces biznesowy, to się do mnie odezwą, więc jak to czytacie, to się odezwijcie wreszcie, bo inwestorzy ciągle ode mnie jakichś sukcesów wymagają), Richarda Dawkinsa oraz polityki zagranicznej rządu PiS. Na koniec dostałem kolorową ulotkę w języku polskim, na której jest m.in. napisane, że teoria ewolucji jest bardzo niebezpieczna. A potem było rondo w Żyrzynie, Manfred wysiadł, a ja pojechałem dalej ku Warszawie, którą osiągnąłem niebawem, zdrów na ciele i umyśle.

* * * *

Historię opowiedział nam Jan, który poza tym, że jest spoko gościem, to jest też prezesem internetowej firmy Sotrender, która to pozwala lepiej zrozumieć, co jest popularne w internecie.

Oglądany: 11154x | Komentarzy: 13 | Okejek: 37 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało